김린아 | 89line | INTP | way of life: short, intense and with long pauses |
Jeden istotny minus: Z uwagi na rok wydania - 1988 - romanizacja zupełnie nie zgadza się z tą obowiązującą teraz, z tą, której się nauczyliśmy i przy braku zapisów w hangulu można się tylko domyślać rzeczywistego brzmienia imion i nazw.
Poza powyższym nie mam nic do zarzucenia. Czyta się szybko i wyjątkowo przyjemnie.
Dla fanów sf być może pozycja obowiązkowa, a może lista opowiadań, które i tak wszyscy już dawno znają. Dla mnie, jako fanki fantasy było to ciekawe doświadczenie. Poleciłabym każdemu fanowi fantasy, który dotrze do momentu, w którym nie chce się ograniczać do gatunku lub najzwyczajniej w świecie zapragnie drobnej odmiany. Poleciłabym nawet osobom, które nie mają z tymi dwoma gatunkami nic wspólnego, jako że niektóre opowiadania dotyczą problemów tak społecznych jak i jednostki - coś co może (choć nie musi) zainteresować dosłownie każdego.Niektóre opowiadania, co oczywiste, nie przypadły mi do gustu na tyle, by się zagłębiać, ale były też takie, które na długo zapamiętam. Co do autorów - zdecydowanie sięgnę kiedyś po niektórych. Ciekawym odkryciem było dla mnie, że George R.R. Martin pisze także sf - jego opowiadanie jest jednym z moich ulubionych z tego zbioru, na równi z kilkoma innymi.Jak na jednorazową (dotychczas) przygodę z gatunkiem sf - zdecydowanie jestem zadowolona :)
Brent Weeks wydaje się, że wie czego chce, wie do czego dąży. Problem w tym, że kiepsko mu to wychodzi. Ma poważne problemy z prowadzeniem narracji, a wypowiedzi bohaterów niejednokrotnie są zbyt rozwlekłe, gdy Weeks próbuje opisać wymyślony przez siebie świat, wytłumaczyć wszystko czytelnikowi i robi to w dość nieudolny sposób. Opisy związane z geografią i kulturą Cenarii i sąsiadujących królestw są czasem niepełne, czasem niepotrzebne, ale przede wszystkim niejasne. Dodatkowym problemem są kiepskie tłumaczenie i spora ilość literówek w naszym rodzimym wydaniu. Bohaterowie przejawiają nieracjonalne zachowania.Weeks odwalił kawał roboty, ale gdyby dopracował niektóre niedociągnięcia wyszłoby mu to o wiele, wiele lepiej... Może w drugim tomie, kiedy już nie będzie musiał niczego wyjaśniać, zajmie się tym, czym powinien? Dam mu szansę, choć nie oczekuję zbyt wiele.Nie wiem co jeszcze jest nie tak. Kiepska ze mnie recenzentka, wiem :)
narracja, pomysł by opisywać każdą (najdrobniejszą) czynność i tempo biegnącego czasu - porażka. Nie przeczytałabym tego w postaci książki, ale Dereszowska czyta ...fajnie, więc przesłuchanie audiobooka zajęło mi tylko 5 dni :)na półkę "never-again" nie trafia, więc nie było tak źle jak się spodziewałam^^ do absurdów się nie doczepiam, inni zrobili to już wielokrotnie i na pewno ciekawiej niż ja bym potrafiła
Im więcej czytasz tym mniej cię zadowala. To prawdopodobnie jedyny powód stosunkowo niskiej oceny. Co mi przeszkadzało? Opisy. Szybka akcja kosztem tak istotnych w gatunku opisów. Szkoda. I jeszcze jedno, zupełnie moje własne, odczucie. Jakby mi serwowano gotowe danie, zamiast zachęcać bym pomogła w przygotowaniach. Zero domysłów, zastanawiania się, myślenia 'co powinien zrobić' czy 'co się stanie skoro zdecydował się na to' i oczekiwania w napięciu na ciąg dalszy. Nie czułam się zaangażowana. To chyba ten brak porządnych opisów. Przed bohaterem, w oczach czytelnika przynajmniej, jest jedna-wielka-czarna plama niewiedzy. Czego się spodziewać. W zamian: poszedł tam, później zrobił to i udał się tamtym tropem. Tak w kółko. Ale to chyba te opisy... Wciąż je wspominam! Z chęcią przywitałabym fragment w którym Vuko pyta jak funkcjonuje ten świat, a później nam kształtuje się po kilka możliwości przed każdym podjętym przez niego wyborem. Mimo to książka jak najbardziej nadaje się, na ten przykład, na przerwę pomiędzy jedną zajmującą serią a drugą ;) No i zakończenie - szokujące!
Pierwsze rozdziały poszły mi ciężko, chyba zbytnio zżyłam się z tymi z poprzednich tomów, ale za każdym razem pozytywnie zaskakuje mnie fakt jak to wszystko zgrabnie się łączy i prędzej czy później odkrywam co, gdzie, jak i dlaczego. No i kolejne pytania, na które odpowiedzi jeszcze przede mną... Uwielbiam tę serię (tak jak Rake'a i Kotyliona!)
Nie oceniaj książki po okładce.Stuprocentowa prawda. Dawno nie wciągnęła mnie tak powieść, chyba ostatnią był Wiedźmin. Zastępy Anielskie Kossakowskiej miałyby spore szanse, ale są za krótkie na razie. Kocham sześciusetstronnicowe tomiszcza, a im więcej ich tym lepiej, bo mam pewność, że autor poświęcił czas wszystkiemu co rzeczywiście istotne.Jeśli ktoś dotarł do tego momentu powiem mu coś konkretnie o tytule: spodoba się miłośnikom wielowątkowych fantasy o imperium, wojnie, walce o władzę i utarczkach z bogami. Pan bibliotekarz powiedział mi, że jest 10 tomów - już nie mogę się doczekać!
Zaryzykowałam poznanie twórczości Pilipiuka przez opowiadania (a jestem entuzjastką wielotomowych powieści) i nie tylko nie zawiodłam się, ale właśnie pozytywnie zaskoczyłam. Szczególnie opowiadania Atomowa ruletka, Vlana i Strefa przypadły mi do gustu, ale wszystkie - w całej swej różnorodności - są rewelacyjne. A Bardzo obcy kapitał rozbawił niemal do łez!
Wiele znalazłam tam siebie. Od ulubionej wspólnie z autorem pory roku po pewne poglądy, których czasem nie byłam nawet świadoma -do momentu przeczytania tutaj. Mruczałam tylko: zgadza się! też tak uważam! I uśmiechałam się pod nosem.Źródło trafnych cytatów.
Kolejne rozczarowanie.Od lat lubię i nałogowo czytam opowiadania fanfiction. Długa lista blogów, fora internetowe i portale, na których mniej lub bardziej utalentowani autorzy zamieszczają swoje teksty.Do czego zmierzam? Pamiętniki czyta się właśnie jak zwykły, podrzędny blog nie grzeszącej talentem autorki. I ta Mary Sue - Elena: "uroda, popularność, inteligencja, którą autorka przez cały czas podkreśla w narracji, elegancja, sieroctwo (w końcu każda Mary Sue musi mieć tragiczną przeszłość) i nawet schodzenie na śniadanie" jak pisze w swojej opinii Ervisha na lubimyczytać.plNie rozpiszę się. Nie przeczytam dalszych części.I pozostanę przy serialu, jeśli w ogóle.